Rośnie zadłużenie budowlanki. Kryzys coraz bliżej?

Firmy budowlane nie wyrabiają się z realizacją zleceń. Zapotrzebowanie na ich usługi jest ogromne. Mimo to wkrótce możemy być świadkami załamania rynku i masowych bankructw. Już teraz zadłużenie budowlanki wynosi ponad 4,5 mld złotych.

Wystarczyło pół roku, by liczba zadłużonych firm budowlanych zwiększyła się o prawie 25 proc. W tym czasie przybyło 7,5 tys. przedsiębiorstw z problemami finansowymi. Przed rokiem przyrost niesolidnych płatników był zdecydowanie mniejszy: „firm opóźniających płatności rat kredytów oraz faktur kontrahentów przybyło 7,5 tys., czyli o ponad 23 proc. W zeszłym roku przez 9 miesięcy pojawiło się w naszych bazach 329 nowych niesolidnych przedsiębiorstw budowlanych” – poinformował prezes BIG InfoMonitor Sławomir Grzelczak. Łącznie zaległości budowlanki wynoszą już 4,57 mld złotych. To smutne wnioski, które płyną z najnowszych danych BIG InfoMonitor oraz BIK. Niestety problemy jednego podmiotu pociągają za sobą przykre konsekwencje dla kolejnego.

40 tys. firm z długami

 Jak możemy przeczytać w komunikacie BIG InfoMonitor oraz BIK: „budowlani zleceniodawcy doprowadzili do upadłości 10 pracujących na jego rzecz producentów oraz trzy hurtownie materiałów budowlanych”. Bankructwa nie uniknęły również same firmy budowlane. Tylko w lutym takich przypadków było 11, a w całym I kwartale 50, czyli o 3 więcej niż przed rokiem oraz dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie 2016 roku. A wszystko to w czasach, gdy przedsiębiorstwa nie narzekają na brak zleceń. Wiele wskazuje na to, że prawdziwe problemy dopiero nadejdą. Na koniec I kwartału zaległości wobec kontrahentów oraz banków miało dokładnie 39 382 podmiotów z branży budowlanej. Udział firm budowlanych z kłopotami finansowymi w ogólnej liczbie przedsiębiorstw z tej branży wzrósł z 4,9 proc. do 5,7 proc. Taki odsetek sprawia, że perturbacje płatnicze branży budowlanej dotyczą jej w większym stopniu niż chociażby handlu czy przemysłu. W dalszym ciągu jednak sytuacja jest lepsza niż w górnictwie czy transporcie, w których ok. 8 proc. firm na problemy z terminowym opłacaniem zobowiązań. Wśród dłużników pojawiło się dużo firm, ale z małymi zaległościami, jednak jest to pierwszy niepokojący sygnał o kłopotach, które mogą narastać” – dodaje Grzelczak.

Czeka nas powtórka z rozrywki?

Rosnący odsetek przedsiębiorstw budowlanych z kłopotami finansowymi jest o tyle niepokojący, że ma to miejsce w czasach gospodarczego boom. Firmy nie na narzekają na brak zamówień. Produkcja budowlana bardzo intensywnie przyśpiesza. Niestety równolegle do niej piętrzy się liczba nieopłacanych faktur, rat kredytów czy pożyczek przez te podmioty. Sytuacja staje się więc bliźniaczo podobna do tej, którą obserwowaliśmy kilka lat temu. Euro 2012, które odbywało się w Polsce i na Ukrainie zalało rynek ogromną liczbą zleceń. Niestety to nie mogło trwać wiecznie. Wraz z zakończeniem realizacji projektów rozpoczęły się bankructwa firm budowlanych na ogromną skalę. W latach 2012-2015 upadało rocznie od 150 do 200 podmiotów z tego sektora. Zatrudnienie straciło nawet 90 tys. osób. Nic więc dziwnego, że eksperci ostrzegają, że finał obecnej zwyżki może być taki sam jak kilka lat temu. Upadek jednej firmy może rozpocząć efekt domina. Nieopłacone faktury za towar to problemy również dla dostawców, którzy nie będą mogli wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec innych kontrahentów. A mówimy przecież o firmach, które są odpowiedzialne za budowę domów, dróg, kolei, sklepów. Kłopoty tej branży, to kłopoty nas wszystkich.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Popyt na usługi budowlane dawno nie był tak duży. W I kwartale produkcja budowlana-montażowa była o 26,1 proc. większa niż w tym analogicznym okresie poprzedniego roku. Świetna koniunktura to jednak tylko jeden aspekt. Wprawdzie bardzo istotny, ale w ostatecznym rozrachunku może ona nie uratować przed bankructwem wielu firm. Kilka lat temu, w dobie wspomnianego już kryzysu, przedsiębiorstwa wręcz zabijały się o zamówienia, które dawały im nadzieje na przetrwanie tego okresu. Te, które ich nie zdobywały upadały. To natomiast sprawiało, że gros z nich godziło się na realizacje projektów za niższe stawki. Dziś, kiedy zapotrzebowanie jest większe, firmy wciąż nie zrealizowały gorzej płatnych kontraktów. Gazeta wyborcza przytacza wypowiedź Jerzego Werle, prezesa Warbud: „trudno sobie wyobrazić, żebyśmy mogli zrealizować podpisane kontrakty w tym budżecie. To nie jest wina wykonawcy, że po latach stagnacji mamy nagle wysyp robót” – mówił na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.

Towar coraz droższy, państwo nie pomaga

Kontrahenci nie kwapią się jednak do waloryzacji kwot zawartych w podpisanych wcześniej umowach. Z ich punktu widzenia jest to po prostu nieopłacalne, tak samo jak nieopłacalne dla firm budowlanych stają się takie warunki. Artur Popko, będący członkiem zarządu Budimeksu na tym samym wydarzeniu podkreślał, że podpisując kilka lat temu umowy, firmy miały świadomość, że za kilka lat koniunktura może ulec zmianie. Zaskoczeniem okazał się jednak jej rozmiar. „Weźmy choćby wzrost ceny prętów stalowych o 67 proc. z powodu sankcji unijnych. Paliwa w ciągu miesiąca podrożały o 20 proc. My umiemy szacować ryzyko, robimy to z dokładnością 1-2 proc. Ale skala obecnych zmian cen nas zaskoczyła” – powiedział Popko. Kolejnym problemem jest niedobór pracowników, który będzie coraz większy. „Zmiana wieku emerytalnego sprawiła, że w ciągu 3 lat utracimy 10 proc. załogi” – powiedział z kolei Ernest Jelito, prezes Górażdże-Cement.

Komentujesz: “Rośnie zadłużenie budowlanki. Kryzys coraz bliżej?

  1. A kto im kazał podpisywać umowy za niskie stawki? I gadanie „nie spodziewalismy sie takiej skali i źli klienci nie chcą teraz zgodzić się na zwiększenie stawki”. Teraz połowa robót klepniętych 3 lata temu stoi, bo się nie opłaca i lepiej wybudować taki sam dom komuś kto przyszedł pół roku temu i dał więcej.

  2. Niestety, ale nierealne terminy oddania robót, to od dawna problem branży budowlanej. I potem kończy się to tak, że albo terminy są przekroczone (i przedsiębiorstwo dostaje gigantyczne kary), albo robota stoi i nikt się tym nie przejmuje…Ewentualnie robi się na szybko, byleby było, obojętnie jak…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *